Nikt z nas nie jest całkowicie odporny na ból ani wolny od cierpienia. Nikt nie idzie przez życie bez trudności.
Bóg mógł przecież uchronić Józefa przed więzieniem, oszczędzić Danielowi lwiej jamy, a Jeremiaszowi – uwięzienia w wyschniętej, błotnistej studni. Mógł oszczędzić Pawłowi trzykrotnego rozbicia statku, wieloletniego uwięzienia i ukamienowania. Mógł wreszcie sprawić, by trzej młodzi Hebrajczycy nie trafili do rozpalonego pieca. A jednak tego nie zrobił. Pozwolił, by te sytuacje się wydarzyły. Dlaczego?
Dlaczego Bóg milczy, gdy w całkowitej bezradności wołamy, by zmienił położenie, w którym się znaleźliśmy? On nigdy nie obiecał, że wszystko potoczy się według naszych planów. Boże Słowo nie mówi, że każda historia na ziemi skończy się happy endem – tutaj, w doczesności, spotykamy przecież wiele bolesnych zakończeń. Dlaczego ten kochający, wszechmocny Bóg na to wszystko pozwala?

